Oglądamy

Kamper (2015)

Tak, wiem wstępniak to zazwyczaj to miejsce, w którym najwięcej marudzę, uskarżając się w szczególności na fakt, że w zasadzie to nie jest mi po drodze z tzw. „kinem polskim” i że albo „znowu mamy do czynienia z kopiowaniem Zachodu”, albo wręcz przeciwnie – „reżyser postanowił pójść własną drogą, ale niestety Zachód już wytyczył jedyną słuszną i trzeba było się zainspirować”, ale tym razem, zamiast jęczeć (w końcu mamy ŚDM!) – pokornie przechodzę do rzeczy. „Kamper” bowiem, choć nie uniknął pewnych wpadek, daje się całkiem nieźle oglądać i nawet jeśli, w jakimś miejscu ociera się o banał, stanowi iskierkę nadziei, że nad Wisłą zacznie się produkować coś innego niż komedie romantyczne i monumentalne kino patriotyczne z tektury.

Największym atutem filmu jest jego świeżość. Debiutujący w roli reżysera – Łukasz Grzegorzek – chciał po swojemu opowiedzieć konkretną historię, nie idąc na kompromisy z przyzwyczajeniami widowni, dzięki czemu udało mu się stworzyć film bardzo autentyczny, daleki od polukrowanych obrazków, jakimi zwykło nas karmić rodzime kino. Poznacie od razu zaprezentowane tu obrazki – luźne rozmowy na spotkaniach w knajpie przy piwie, w kuchni, czy na kanapie przy konsoli – bo to rzeczy, które zdarzają się codziennie normalnym ludziom (w przeciwieństwie do „wyjazdu czterech przyjaciółek do Chorwacji, gdzie każda z nich poznaje miłość swojego życia”, albo „spotkania skromnej polonistki z Bytomia z celebrytą z Konstancina”).

Co ciekawe, sztuka ta udała się Grzegorzkowi pomimo tego, że sama historia, to klasyk znany z filmowego podwórka (choć nie tylko): para trzydziestolatków – Mania (Marta Nieradkiewicz) i Kamper (Piotr Żurawski) – niegdyś zakochana w sobie do szaleństwa, tuż przed trzydziestką staje przed pierwszym poważnym kryzysem. Ona jest ambitna, pracowita i zdolna. Kocha gotowanie i chce poświęcić się swojej pasji na dobre. On jest wiecznym chłopcem, który pracuje jako tester gier komputerowych i bardzo ceni sobie swoje życie bez większych zobowiązań. Pewnego dnia on dowiaduje się, że ona ma romans.

Powyższe mogłoby stanowić punkt wyjścia i do klasycznej lekkiej komedii romantycznej, jak i do dramatu, ale Grzegorzek wybiera całkiem inną – komediową, ale zgoła nieromantyczną drogę. Nawet jeśli miejscami przerysowuje swoich bohaterów, to w żadnym momencie nie odrywa się od rzeczywistości na tyle, żeby widz zwątpił w to, że ta historia mogła się wydarzyć naprawdę. Znamy bowiem takie Manie chcące w życiu „kolejnego etapu”, znamy i Kamperów (w sumie, to czasami mam wrażenie, że jednego regularnie oglądam w lustrze) uciekających przed zobowiązaniami (tytuł i przydomek głównego bohatera mają zresztą nieprzypadkowy charakter. W slangu graczy „camper” oznacza osobę, która czai się w jednym miejscu, unikając otwartej walki).

Oczywiście spora w tym zasługa aktorów, którzy wcielili się w główne role. Grzegorzek bardzo zręcznie wymieszał doświadczonych „zawodników” (m.in. znakomitego Jacka Braciaka w roli „mistrza kuchni” Marka Bany) z debiutantami, najważniejsze role powierzając jednak – nie bardzo jeszcze znanym – ale już doświadczonym aktorom (bo i Żurawski i Nieradkiewicz dysponują już pewnym dorobkiem). Wypadło to na tyle dobrze, że gdybym miał kogoś wyróżnić, to pewnie byłby to Żurawski, który perfekcyjnie odegrał rolę zagubionego w życiu „wiecznego chłopca” (wróżę mu wielką karierę, jeśli tylko nie będzie wsadzał swojej twarzy do co drugiej tandety), ale generalnie nie odstają tu nawet ci dla których to pierwsza przygoda z filmem.

Przyczyna powyższego leży prawdopodobnie we wspominanej autentyczności. „Kamper”, jak na film, jest momentami bardzo „niefilmowy” – zwróćcie uwagę np. na dialogi: czasami rwane, czasami powtarzane i nie unikające wulgaryzmów – przecież ludzie właśnie tak ze sobą rozmawiają! A jeśli tak ze sobą rozmawiają, to niewiele zostaje tu do zagrania.

Na uwagę zasługuje też naprawdę dobre (chyba pierwszy raz w historii rodzimego kina) oddanie środowiska graczy (czym zresztą z miejsca owo środowisko się zachwyciło). To 30 sekund z Counter Strike na słynnej de_dust (przy kręceniu tej sceny pomagał rodzimy, wielokrotny mistrz świata w rozgrywkach w CSa) robi bardzo prawdziwe wrażenie.

No dobrze, pogadaliśmy sobie o zaletach, a przecież to polski film, więc na pewno są jakieś wady, które psują oglądanie całości i co więcej, nie trzeba się za nimi specjalnie rozglądać. Taka praca kamery to tutaj na przykład kompletna porażka. Rozumiem, że zdjęcia nie zawsze muszą być poprawnie wykadrowane (choć jeśli nawet ja widzę, że nie są, to jest to problem dostrzegalny nawet dla Steviego Wondera), ale przez 3/4 filmu kamera drga tak jakby usiadł za nią facet z padaczką. To jeszcze jednak mógłbym przeżyć, natomiast druga wpadka już nie tyle mierzi, co zwyczajnie wkurza. Otóż po montażu widać, że ekipa realizacyjna bardzo chciała dociągnąć do 90 minut (nie udało się, film trwa 89), stąd co chwilę zdarza się tu bezsensowne przeciąganie scen: a to tańca, a to seksu (po co to pokazywać w chrześcijańskim kraju!? <satyra>), a to krojenia warzyw (urzekło mnie artystyczne ujęcie pieczarek – poważnie, jest tu coś takiego – no normalnie Fellini). Panie Łukaszu, rada na przyszłość od kolegi, który nie ma nic wspólnego z filmami (czasem nagrywam na komórkę kota) – jak mamy pomysłów na 70-minutowy film, to robimy film trwający 70 minut i będzie super.

Ze względu na powyższe nie mogę jakoś szczególnie „Kampera” polecić, niemniej jednak jako dająca do myślenia komedia nt. współczesnych trzydziestolatków – film potrafi się obronić. Oglądając go wcale nie miałem wrażenia, że Grzegorzek w jakiś sposób dokonuje sądu na pokoleniu. Mógłbym się oczywiście czepić – wzorem grających kolegów – posłużenia się grami komputerowymi do pokazania niedojrzałości i życiowego zagubienia (ale szczerze mówiąc – od dawna mam gdzieś to, co ktoś myśli o moich pasjach), jednak jest to metafora całkiem zgrabna i jeśli przesadzona to nie bardzo (choć że można zrobić film bez takich wycieczek, pokazał chociażby Gábor Reisz w filmie „Sens życia oraz jego brak”).

Wypada mieć nadzieję, że będzie tylko lepiej. Fundamenty już są.

Zgryźliwi. Kultura Konsumpcji. © Copyright 2017, Marcin F. Repetowski, Michał E. Dachowski, Tomasz Kaliński & FuelThemes. Wszelkie treści opublikowane na łamach serwisu zamieszczone są za zgodą ich autorów, stanowią własność ich autorów, nie naruszają praw autorskich żadnych osób lub nie stanowią przedmiotu prawa autorskiego - zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. 2016, poz. 666, z późń. zm.).