Gramy

Recenzja: Victory & Glory: Napoleon

Miałem sen, w którym prowadzę tysiące żetonów NATO po planszy, a skomplikowane modyfikatory ataku, obrony i zaopatrzenia w „Gary Grigsby: War in the East” nie mają przede mną tajemnic. Miałem sen w którym przez godzinę gram w „Civil War II” przez PBEM’a, wysyłam turę pocztą, a za chwilę w „Alea Jacta Est” bronię wschodniej granicy imperium przed Partią Arsakidów. Potem jeszcze moment w „To End of All Wars” albo „Decisive Campaigns: The Blitzkrieg from Warsaw to Paris” i mogę się szykować do wypicia kawy w niedzielny poranek. Przy tym wszystkim AI nie straszyło oszukiwaniem i głupotą. Piękny sen.

Tyle tylko, że „Gary” straszy grubością instrukcji, mechaniką i „w ogóle” jak widzę rozmiary scenariusza, tudzież wpisy, że ktoś grał 50 godzin i „nie ogarnia” systemu bo wziął do listopada 1941 „tylko” 2 000 000 żołnierzy ZSRR do niewoli i „nie może dojechać do Moskwy”, to człowiek czuje się trochę przytłoczony. W końcu weekend ma jakieś tam ograniczenia czasowe, a progres w rozgrywce powinien być jednak widoczny. Trzeba też zadbać o swoje życie osobiste, zrobić zakupy, napić się wódki z kolegą, pomalować figurki do Warhammera, a czasem coś wyprać, posprzątać, pozmywać… tymczasem instrukcja do „Gary’ego” – o grubości komentarza do Kodeksu Prawa Cywilnego – po prostu odstrasza.

Jak więc pogodzić swoją potrzebę prowadzenia ludzi na śmierć – ku naszej wiekopomnej chwale – w obliczu rozterek życia codziennego? Są gry które mają przeciętny poziom komplikacji i jakoś tak powolutku się je poznaje, ale to wciąż nie to. Masz kilka godzin na podbicie świata – w co grać dobrodzieju?

Tutaj naprawdę pojawia się problem, bo ryzyko zmarnotrawienia czasu na jakiś „szrot” jest całkiem wysokie. Są to przeważnie gry o niskim poziomie komplikacji, ale też niskiej miodności. Niby gramy w II wojnę światową, ale to że mapa polityczna przypomina po jakimś czasie sztukę nowoczesną nie pomaga w zaprzyjaźnieniu się z produktem (chyba, że jakikolwiek realizm nas nie interesuje, wtedy droga wolna).

Na szczęście na ratunek pośpieszył nam Matrix Games oraz pewien sfiksowany na punkcie epoki napoleońskiej producent gier planszowych – Glenn Drover. Ten ostatni, 15 lat temu wyprodukował grę planszową o wojnach napolenońskich, o wiele mówiącym tytule – „Napoleon in Europe”. Ta, jakkolwiek ładnie wyglądająca, w sferze grywalności pozostawiała wiele do życzenia i pewnie skończyłaby żywot w piwnicach, gdyby nie komputery. Otóż, niezależnie od planszówkowych potknięć Glenna, jego gra komputerowa okazała się ZNAKOMITA i najprawdopodobniej jest to NAJLEPSZA strategia typu „beer&pretzel” w jaką kiedykolwiek zagracie (jeżeli zagracie)! (W ramach ciekawostki dodam, że Glenn nie poddał się w kwestii planszówki i rozkręcił ostatnim czasy na kickstarterze zbiórkę na powtórkę, ale projekt kuleje, a ludzie nań narzekają).

Dlaczego komputerowa wersja planszówki Glenna jest tak dobra? Jak to możliwe, że jeden niesforny Amerykanin, który w zasadzie niczym się nie wyróżnia poza tym, że kocha epokę napoleońską stworzył to małe dzieło sztuki (a o tym dlaczego ta gra to dzieło sztuki za moment)?

Nie wiem. Chyba dlatego, że naprawdę kocha tą epokę. Gra pozwala rozegranie najważniejszych kampanii epoki napoleońskiej w kilka godzin i mimo swoich ,wydawałoby się prostych zasad i czasowych wymiarów (najdłuższy scenariusz trwa 16 lat, 1 rok to 6 tur gry), „V&G: Napoleon” doskonale obrazuje problemy strategiczne i polityczne, jakim Francja Napoleona musiała stawić czoła.

Glenn dał nam wybór: Chcesz zacząć od wojen II koalicji i czasów, kiedy Napoleon był jeszcze konsulem a Bethoveen wciąż go ubóstwiał? Proszę bardzo, rok 1800, Austria ma inicjatywę, von Melas straszy swoją armią bitwą pod Marengo którą tym razem wygra, a Ty drogi graczu możesz próbować uratować to co zostało z L’Armée d’Orient  w Egipcie. Jeżeli wolisz się sprawdzić w promieniach słońca nad Austerlitz, wystarczy przycisk myszki. Kampania roku 1809 stawia nas w obliczu częściowo asymetrycznej wojny w Hiszpanii i regularnej z Austrią. Rok 1812 – idziemy na Cara Aleksandra, aż do Moskwy czy jednak posłuchamy rad niektórych marszałków i Polaków? W końcu kampania roku 1813…

Glenn dał nam fajną mechanikę: Gra jest turówką, ale ma 2 bardzo fajne rzeczy, które ją urozmaicają i nie pozwalają się od niej oderwać:

a) na poziomie taktycznym – prosty symulator bitew ze ślicznymi żetonami jednostek, w którym dość złożona mechanika modyfikatorów ataku i obrony ginie pod intuicyjnym sterowaniem i po prostu zrozumieniem idei wojen w tamtej epoce. Nie musisz przeprowadzać kalkulacji przed atakiem, wystarczy wiedzieć do czego wtedy służyła kawaleria, jak Napoleon korzystał z artylerii etc. a nawet jeżeli nie wiesz, to gra pozwoli Ci się tego nauczyć samemu i w sposób przyjemny bez czytania setek stron o zaopatrzeniu i mechanice odwrotów….

b) na poziomie strategicznym i taktycznym – kolorowe karty oddające ducha epoki i wprowadzające do gry wątek historyczny na zasadzie nieco incydentalnej, ale w sposób wyważony, także pod względem historycznego okresu pewnych wydarzeń.

Ok, ale czemu to jest dzieło sztuki? I czemu tak drogo? Jednostek jak kot napłakał (parę rodzajów piechoty, kawalerii i artylerii, Francja to raptem 10 obszarów). Co Ty wiesz o grach strategicznych CYCU? Toż to nawet nie jest Wars of Napoleon!!!

Ok, ok – już tłumaczę!

Astrolabium Glenna wiruje, kręci się: Wojny Napoleońskie były niezwykle złożoną serią konfliktów w których kolorowe mundury wielu armii, futrzaste bermyce i brawura takich żołnierzy, jak generał Lasalle’a czy książę Poniatowski mieszały się z zimnym perfekcjonizmem marszałka Davout czy bezwzględnością samego Boga Wojny. jak niektórzy (moim zdaniem słusznie) określają Napoleona. Na poziomie strategicznym każda kampania była jednak od siebie inna, nie tylko ze względów politycznych. Glenn Drover doskonale czuje ten klimat, widać że kocha ten okres historyczny i naprawdę się na nim zna.

a) Gra ma bardzo dobrą oprawę muzyczną Billa Meyersa i ŚWIETNE grafiki autorstwa malarza batalistycznego Keith’a Rocco które oddają ducha epoki na poziomie audiowizualnym. Polecam szczególnie zapoznanie się ze sztuką Rocco, uważam, że jest warta uwagi jeżeli ktoś kocha epokę i napatrzył się już na dzieła Stenbena, Gerarda, Detaille’a, Montforta tudzież na grafiki w pozycjach wydawnictwa Osprey. Żetony jednostek na poziomie taktycznym są świetnie dopasowane do każdej armii mimo ich prostoty. Dla przykładu: Polacy mają tylko 3 rodzaje wojska, ale jeden z żetonów to wypisz wymaluj 1 Pułk Szwoleżerów-Lansjerów Gwardii Cesarskiej w którym walczyły najznamienitsze polskie szable, a polska jednostka piechoty ma charakterystyczne mundury w których można się zakochać. Portugalia ma tylko jedną jednostkę, ale są to znakomici portugalscy Caçadores odziani w charakterystyczny brąz. Jednostka ciężkiej piechoty carskiej Rosji uosabiana jest przez Lejb-Gwardyjski Preobrażeński Pułk Jego Wysokości  itd. itp.

b) AI jest na bardzo dobrym poziomie. Jak na grę zaprojektowaną przez 8 osób to sztuczna inteligencja bije na głowę tą z innych, podobnych a nawet bardziej skomplikowanych produkcji i bez wątpienia wysadzi nie raz z siodła świeżo upieczonego stratega, a w scenariuszu roku 1813 na najwyższym poziomie trudności poradzi sobie nie raz i z wyjadaczem. Komputer manewruje, sygnalizuje ataki, odskakuje, dąży do zgrupowania wojsk koalicji etc. Słowem – mimo braku MP nie jest on tutaj w zasadzie potrzebny. Coś czego nie da się powiedzieć o 99% dzisiejszych gier strategicznych. I niech nie dziwi Was, jeżeli komputer manewruje wokół Waszej armii Napoleona paroma armiami po 25 – 30 jednostek zamiast (Waszym zdaniem) Was zaatakować. AI po prostu wie to, czego Wy jeszcze o tej grze nie wiecie.

c) Wojskowe problematy historyczne zostały w pełni oddane na dostępnym poziomie rozgrywki i piszę to zupełnie na poważnie, będąc więcej niż zapoznany z realiami epoki. Kiedy zaatakujemy Hiszpanię i podporządkujemy ją sobie politycznie, musimy liczyć się z buntem wojska i ludności. Pokonamy Austrię nie raz, zabierzemy jej Tyrol lub Istrię ale ona wróci po nas silniejsza niż wcześniej. Od 1807 roku wojna stanie się trudniejsza, bo państwa ościenne zaczną przeprowadzać reformy wojskowe podobne do tej autorstwa Carnota. Jeżeli do tego czasu nie byliśmy tak skuteczni w grze, jak Napoleon w historii na tym etapie, to czeka Was ciężka przeprawa. Prusy są stosunkowo proste do podporządkowania, ale biada nam jeżeli koalicja odbije Berlin. Jeżeli zastanawiacie się dlaczego gra jest taka ‚niedobra’ i w 1813 roku armia francuska ma kawalerii, jak na lekarstwo to ocucę Was – rzeczywiście tak było i geniusz Napoleona nie mógł nic poradzić na to, że wyprawa do Rosji oraz długoletnie wojny ogołociły tereny europejskie znajdujące się pod kontrolą Imperium Francuskiego z koni! To powoduje, że kampania ta jest nie lada wyzwaniem, szczególnie, że Wielka Brytania cały czas pomaga sojusznikom organizować coraz silniejsze wojska. System kart pomaga bardzo i tworzy w ten sposób tożsamą ale nigdy taką samą, a tak potrzebną grze, narrację historyczną.

d) Bitwy taktyczne są niezwykle przyjemne. W dodatku naprawdę ma znaczenie to jak dobrym dowódcą dysponujemy, gdyż skuteczność oddziałów zależy w pełni od umiejętności konkretnego marszałka czy generała, a o generałów trzeba dbać. Zresztą nie tylko o nich – Napoleon przykładowo dysponuje potężnym zestawem ataków z kart i jest bezpieczny dopóki jedna jednostka gwardii imperialnej jest trzymana w odwodzie. W innym wypadku może zginąć jak reszta, co momentalnie kończy grę z dużym ujemnym modyfikatorem do ostatecznej punktacji.

e) Gra jest bardzo dobrze zrównoważona. Żadna ze stron nie ma w żadnym scenariuszu na tyle dużej przewagi, aby zamienić tą historię w coś poniżej pewnego poziomu

f) Na koniec gry dostajemy podsumowanie tj. lata wojen z wynikami bitew i najważniejszymi wydarzeniami historycznymi, jakie dokonały się za naszego panowania. Szczególnie cieszą też poszczególne plansze pokonanych wrogich nam państw. Ich pojawienie się po jakimś czasie zawsze powoduje przypływ satysfakcji i serię fajnych screenshotów do biblioteki.

Glenn się ceni: Last but not least. Wcześniej uważałem, że 27 euro to dużo jak na taką grę, ale prawda jest taka, że grałem w nią aktualnie ponad 90 godzin, co stawia tą grę w ścisłej czołówce moich pozycji na Steamie. Jeżeli Napoleon mógł dać Lasallowi dwa razy po 200,000 franków na ślub (za pierwsze 200,000 spłacił starych wierzycieli ale i znalazł nowych) to „V&C:Napoleon”, co najmniej 2 razy można było dostać w cenie zbliżonej do 13 euro tytułem Summer Sale i przy takiej cenie nie ma się nad czym zastanawiać.

Glenn musi się wziąć do roboty: Żeby nie było laurki – Drover obiecał update, w którym miały być do rozegrania na poziomie taktycznym poszczególne bitwy z Wojen Napoleońskich. Póki co obietnica ta nie została spełniona.

Podsumowanie tl;dr: świetna, prosta w opanowaniu (ale trudna do osiągnięcia w niej mistrzostwa), gra ze stajni Matrix, która bije na głowę jej poważniejsze/wolniejsze w rozgrywce tytuły pod względem miodności i ma znacznie groźniejsze dla gracza AI niż np. pozornie bardziej ‚dojrzałe’ w oprawie i mechanice Wars of Napoleon. Jeżeli ktoś lubi szybkie, fajne i dobrze zaprojektowane strategie to jest to pozycja jak znalazł, a jeśli jeszcze siedzi w epoce, to jest to dla niego nic innego jak małe dzieło sztuki.

Vive L’Empereur!

Ocena końcowa:

8/10 dla graczy nie zorientowanych na epokę

9/10 dla fanów Wojen Napoleońskich

Poprzedni wpisTarkin - James Luceno
Następny wpisPODCAST | FreeRIDE #2

Zgryźliwi. Kultura Konsumpcji. © Copyright 2017, Marcin F. Repetowski, Michał E. Dachowski, Tomasz Kaliński & FuelThemes. Wszelkie treści opublikowane na łamach serwisu zamieszczone są za zgodą ich autorów, stanowią własność ich autorów, nie naruszają praw autorskich żadnych osób lub nie stanowią przedmiotu prawa autorskiego - zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. 2016, poz. 666, z późń. zm.).