Oglądamy

Z wizytą na: BEST SCI FI International Film Festival

BEST SCI FI International Film Festival to zdecydowanie największy międzynarodowy przegląd filmów krótkometrażowych o tematyce sci-fi, na którym oczywiście nie mogło zabraknąć i Zgryźliwych. Pomimo niesprzyjającej, deszczowej aury – wybraliśmy się wczoraj do Krakowskiego Centrum Kinowego ARS, by przez przeszło dwie godziny delektować się najlepszymi produkcjami ostatnich dwóch lat.

Zapraszamy na krótkie podsumowanie wyświetlonych produkcji, pochodzących z USA, Francji, Hiszpanii, Izraela, Chorwacji i Rosji.

1. ReStart, Spain, 2015, 15’

Strysio: Oszczędna w środkach wariacja na temat podróży w czasie, z lekką nutką Dnia Świstaka, lecz nielekką atmosferą. Treść dobrze dopasowana do ram czasowych filmu krótkometrażowego. 7/10.

MartyKey: Dla takich filmów wymyślono przymiotnik: „poprawny”. Będąc zupełnie szczerym – poza ładnymi kadrami (przywodzącymi na myśl kultowe – w pewnych kręgach – To the Moon) i urodą aktorki, nie znalazłem w ReStarcie nic, co by pozwoliło zapamiętać mi ten obraz na dłużej. Wiem, że w sci-fi dużo wolno, ale miałem wrażenie, że tej historii o wpadnięciu w pętlę czasową czegoś jednak brakuje. Być może temat nie nadawał się na krótką historię, bo pozostawił spory niedosyt. 5/10.


2. Redux, USA, Russia, 2015, 9’

Strysio: Najsłabsza z ocenianych etiud, zbyt kameralna i oszczędna w środkach, by wzbudzić inne uczucie, aniżeli obojętne „ok” przy pierwszych napisach końcowych. Fabuła również nie rozpieszcza. 3/10.

MartyKey: Przed chwilą zdałem sobie sprawię, że w ogóle nie pamiętam tego filmu, co samo w sobie nie jest najlepszą rekomendacją. Pod względem technicznym zrealizowany jest w porządku, ale nie ma tu nawet grama interesującej historii. Nuda. Czekałem, aż się skończy. 3/10.


3. Clarke`s Third Law, Spain, 2014, 7’

Strysio: Efektownie zrealizowana miniaturowa biografia Arthura C. Clarke’a, będąca bardziej popisem możliwości 3ds Maxa, niż zwalającą z nóg fabułą. Przyjemna dla oka i nic poza tym. 6/10.

MartyKey: Dzieło zrealizowane tak, że przez cały czas miałem wrażenie, że z kadru wyskoczy nagle Neil deGrasse Tyson ze swoim „statkiem wyobraźni”. Pod względem realizacji rzecz naprawdę straszliwie* przypomina kultowy Kosmos produkcji National Geographic. Nie wiem czy to dobrze. 4/10.

* mogłem użyć przysłówka „bardzo”, ale „straszliwie” lepiej oddaje moje uczucia.


4. Juliet, France, 2015, 12’

Strysio: Jeden z dwóch najlepszych obrazów z tego zestawienia. Komiczna, ale zarazem nieprzyjemnie profetyczna wizja świata pełnego inteligentów androidów stanowiących substytut członków rodziny. Nie ma tu bestialskich maszyn, które nagle przejmują władzę, jak w Terminatorze czy Battlestar Galactica. Są zwyczajne, ludzkie emocje, takie jak miłość, przywiązanie, troska, oraz chroniczny brak możliwości zaspokojenia ich w „normalny” sposób, przez interakcje z innymi ludźmi. I właśnie te podstawowe ludzkie emocje stają się przyczyną końca ludzkości. 9/10.

MartyKey: Produkcja niby francuska, a humor niemalże angielski. Kapitalny pomysł zrealizowany w doskonały sposób. Niezwykle trafna i ostra jak brzytwa satyra na kondycję naszej cywilizacji – w której chce się „mieć” człowieka, a nie „być” z człowiekiem. Wywołuje jednocześnie nieustanny rechot i rosnące przerażenie, że za moment to doskonałe sci-fi zamieni się w opis rzeczywistości. 9/10.


5. Mr. Dentonn, Spain, 2014, 9’

Strysio: Dla odmiany – horror. Nie w stylu „nowofalowych” Blair Witch Project czy Paranormal Activity, nie w stylu japońskich klasyków, Klątwy lub Kręgu. Taka klasyczna opowieść grozy w stylu E. A. Poe, choć we współczesności. Niestety aż czułem na skórze make-up głównego antagonisty. 4/10.

MartyKey: Podobało mi się, choć bardzo przypominało Babadooka (w skali od 1 do 10, gdzie „1” to oryginalny pomysł, a „10” to plagiat, Mr. Dentonn dostaje mocne „7”). Klasyczny horror, przy których zazwyczaj piszczę jak mała dziewczynka, a Magda głaszcze mnie uspokajająco po głowie, zapewniając że potworów nie ma już pod łóżkiem, bo obecnie rządzą krajem. 5/10.


6. Summer, Russia, 2015, 15’

Strysio: Bardzo ładnie zaprezentowana wizja zniszczenia świata Anno Domini 2043 (nie ręczę za poprawność tej daty) – z jednej strony minimalistyczna (85% filmu dzieje się we wnętrzu super nowoczesnego ZiSa), z drugiej – niezwykle sugestywna (pozostałe 15% pokazuje przestrzeń kosmiczną i zniszczone wojną nuklearną miasto). Niestety całość położona przez skondensowaną narrację, przez którą główna bohaterka musiała w kilku minutach pomieścić amplitudę ludzkich emocji. 7/10.

MartyKey: Tylko Rosjanie mogli zrobić taki film. Historia niby niczym nie zaskakuje, ale rzecz miażdży nastrojem. Pamiętacie najlepsze momenty Mass Effect III i obraz świata chylącego się ku upadkowi? 15 minut tego filmu bije go na głowę. Mocne, sugestywne kino, które zapamiętam na długo. 7/10.


7. Apolo 81, Spain, 2015, 12’

Strysio: Stone the crows! Ktoś wpadł na pomysł, żeby zekranizować zmagania dwóch graczy w elektronicznej grze karcianej, która dzieje się w rzeczywistości i oparta jest na ludzkich relacjach. Swoisty mix Hearthstone’a, Magic The Gathering, Simsów i Second Life. I wszystko to podane w lekkiej formie, przy której uśmiech nie schodzi z twarzy przez niemal cały pokaz. 10/10.

MartyKey: Czarująca historia randki podana w realiach gry karcianej. Trudno się nie uśmiechnąć i jednocześnie nie sposób się do czegokolwiek przyczepić – tak dobrze jest to zrealizowane. 9/10.


8. Pointless pencil, USA, 2015, 10’

Strysio: Marzenia potrafią być niebezpieczne. Podobnie jak product placement. Lekkie prześmiewanie się z korpo-życia oraz coachingu personalnego łączy się tu z absurdalną pasją w postaci zbierania ołówków, a wszystko wsparte na jednym z nudniejszych (ale nie nudnych!) bohaterów, jakich przyszło mi poznać. 7/10.

MartyKey: Motyw przewodni jak z filmu (i książki) Kula. Pochłonąłem z ciekawością, aczkolwiek bez rozbawienia. 6/10.


9. The Rats Dilema, Israel, 2015, 11’

Strysio: Izraelskie S-F z Holocaustem w tle. Jeżeli jeszcze się trzymacie, to podziwiam. Film zaczyna się od wyświetlenia zdobytych nagród i laurów, ale, cholera, nie wiem, za co. Scenografia z dupy, kostiumy z dupy, zakończenie z dupy, całość trzyma jedynie gra aktorska. Tej myszy z pierwszego kadru. Ale główny bohater też spoko. I jego pierwsza ofiara. 5/10.

MartyKey: Jak dla mnie – otoczka sci-fi to tutaj tylko pretekst do opowiedzenia historii spod znaku antycznej tragedii. Protagonista – zmuszony do współpracy przez nazistów – ma za zadanie skonstruować dla nich maszynę do teleportacji. Jeśli to zrobi – zapewne przestanie być potrzebny oprawcom, a cywilizacja jaką znamy (prawdopodobnie) zginie. Jeśli tego nie zrobi – ginąć będą kolejni więźniowie obozu wykorzystywani przy testach maszyny. Nie powiedziałbym też, że to film z gatunku: „znowu holocaust”. Daje do myślenia. 8/10.


10. Imaginapped, USA, 2015, 14’

Strysio: Trzeci z kolei najlepszy film pokazu okazał się bardzo ciekawym miksem filmów dla dzieci z filmami o superbohaterach, podanym w sposób odbierany przez różne grupy wiekowe w zupełnie odmienny sposób. Dzieci stwierdziłyby: „tak właśnie jest”, i szukały swojego bohatera, krnąbrna młodzież powiedziałaby „a idź pan w chuj z tym chujstwem”, zaś zgrzybiali trzydziestolatkowie, do których zaczynam powoli się zaliczać, zachwycą się fenomenalną gra aktorska dzieci, niemal tak dobrą, jak w The Stranger Things, oraz zabawą konwencjami. 8/10.

MartyKey: Jakiś „tępy dzid” – siedzący za naszymi plecami – nieustannie powtarzał w trakcie tego filmu: „To jest zajebiste! To jest zajebiste!”. Zdecydowanie nie pozdrawiam obrzydliwego typa przeszkadzającego innym kinomaniakom, ale cóż – wypada się z nim zgodzić – Imaginapped, to dzieło które robi bardzo duże wrażenie i które spokojnie mogłoby zaistnieć jako pełnowymiarowa bomba – ciągnąca do kin dzieciaki i ich rodziców. Któż z nas – ludzi z wybujałą wyobraźnią – nie miał w dzieciństwie wyimaginowanego przyjaciela?! Mój Pan Betoniarka – dokopałby Wam wszystkim! 9/10.


11. Escape, Croatia, 2015, 5’

Strysio: Mówi się, że ostatni będą pierwszymi, ale nie w tym wypadku. Escape zalicza się niestety do grona słabszych dzieł niniejszej stawki. W zasadzie to, że trwa aż pięć minut, ja zaś podkreślam, że trwa aż pięć minut, świadczy najlepiej o tym, że coś nie wyszło. Choć zamiar twórców w postaci przekraczania literackiej czwartej ściany nawet jakoś im się udał. Jedyny, czarno-biały film w stawce. I w sumie chyba tylko z tego go zapamiętałem. 3/10.

MartyKey: Może gdyby konkurencja nie była tak mocna, dostałby oczko wyżej – bo pomimo tego, że trwa tylko pięć minut, podkreślam – trwa tylko pięć minut – stanowi całkiem zgrabną, zamkniętą historię – okraszoną niezłymi, komiksowymi kadrami. 4/10.

Zgryźliwi. Kultura Konsumpcji. © Copyright 2017, Marcin F. Repetowski, Michał E. Dachowski, Tomasz Kaliński & FuelThemes. Wszelkie treści opublikowane na łamach serwisu zamieszczone są za zgodą ich autorów, stanowią własność ich autorów, nie naruszają praw autorskich żadnych osób lub nie stanowią przedmiotu prawa autorskiego - zgodnie z ustawą z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U. 2016, poz. 666, z późń. zm.).